Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

 


Ostatnimi czasy nasz polski krafcik bardzo rzadko zaskakuje pozytywnie. Ta cała pastry-stagnacja doprowadza mnie do szału szczerze mówiąc. Mulące to jest zazwyczaj i jeszcze z toną laktozy, której mam już serdecznie dość w piwach. Są jednak... momenty.


Wiecie co? Znudziło mi się. W końcu i ja doszedłem do etapu, gdzie już mi się nie chce ciągnąć tego całego wózka degustacyjnego. Szybką reckę, czy też poleconko (lub szkalonko) można napisać na fanpage facebookowym. Z drugiej strony Zuckier uwielbia ucinać jakość fotek... i co teraz?

 

Wiecie co? Miewam czasami poronione pomysły, ale takiego (przynajmniej w spektrum rowerowym) chyba jeszcze nie miałem. Szybkie wyjaśnienie: Rapha Festive 500 to wyzwanie, które ciągnie się bodajże już od 2010 roku. Chodzi o to, żeby przejechać na rowerze 500km w okresie od Wigilii do Sylwestra.


No i stało się. Cykl Pijany Rowerzysta przechodzi restrukturyzację... po części. Ostatni raz widzieliśmy się 10 miesięcy temu. Długo szukałem powodów, a miałem je przed nosem: jestem leniwy po prostu. Nie chciało mi się wozić plecaka z butelką i aparatem. Jakoś tak nie lubię mieć nic na plecach podczas jazdy...

Mam ostatnio problem z jazdą na rowerze. Jeszcze dwa lata temu nie przeszkadzała mi pogoda, a teraz... Naprawdę stary się robię chyba. Przez to nawet zacząłem ostatnio... biegać. Kto to widział?! Jest jednak jedna noc pod koniec października, kiedy muszę wsiąść na rower. Dziady Rowerowe muszą się odbyć!

Jakiś czas temu pisałem Wam o tym, że na blogu zaczną się pojawiać wpisy okołopiwne, ale też  o tematyce np. rowerowej. W końcu zdarza mi się jeździć trochę więcej niż przeciętnemu mieszkańcowi naszego kraju to dlaczego nie miałbym o tym pisać? Po części jest to też wymówka na wrzucanie zdjęć niekoniecznie związanych z piwem, ale to już odbiegam lekko od tematu.

Zapewne wielu z Was zauważyło, że ostatnio na fanpage'u bloga pojawiało się dużo wzmianek o pedałowaniu. Zanim mnie zbanujecie pozwólcie, że wytłumaczę... chodzi oczywiście o rower i wszystko co z nim związane. Czy to coś zmienia? Czy przestaje powoli pić piwo?

Czy to już wiosna? Raczej nie. Na moje oko zima wróci i ponownie ugryzie nas w dupę mrozem i niezdecydowaniem pod postacią śniegu z deszczem. Nienawidzę takiej pogody, ani to przyjemne, ani pożyteczne. Minimum -15'C i śnieg bym zrozumiał, przynajmniej bez obaw można by było jeździć na rowerze... a tak to co najwyżej kataru można dostać.

Stali czytelnicy dobrze znają moje podejście do jednośladów. Rower kocham całym sobą, co innego ścigacze, które chętnie bym spalił na rytualnym ognisku. Choppery itp za to lubię i szanuję, nie raz budziła się we mnie zazdrość gdy Michał wrzucał zdjęcia swojej bestii. Dzisiaj jednak porozmawiamy o najlepszym (no dobra, zaraz za piwem) wynalazkiem ludzkim, który często towarzyszy mi podczas degustacji plenerowych.


Drugie picie:

Kupiłem sobie ostatnio błotniki do roweru. Tak wiem, dla osoby która jeździ bardziej MTB po lasach jest grzechem mieć zamontowane plastikowe shity, które tylko latają i bardziej przeszkadzają gdy męczysz się w piachu i na korzeniach. Większość z nas jednak ma na myśli te tanie plastiki, które kosztują coś koło 30zł za komplet. A może by tak zainwestować trochę więcej w swój ukochany rower?

Wybrałem kombo zwane Shield. No prawie, z przodu mam shielda a z tyłu to samo tylko accent'a. Przyznam szczerze, że po paru jazdach stwierdziłem, że są idealne. Twarde mocowania, ogólne wykonanie bardzo wytrzymałe. Osobiście nie mam nic do brudu, nawet lepiej się człowiek czuje wracając cały brudny po rowerowym wypadzie. Ale co np z jazdą codzienną do pracy? Jakaś ochrona się jednak przyda. Dlatego polecam wam taki zakup. Nie warto być sknerą i zakładać tanie zestawy za 30zł, które i tak się telepią i nie ochronią naszych wyjściowych jeansów przed kałużami na drodze. Ale co z tym wspólnego ma Belg z Lwówka? Ano to, że sączyłem go dzisiaj przy zakładaniu/przeglądzie roweru. Idealny pretekst do kolejnego powrotu piwnego.


Problem z Belgiem jest taki, że był on uważany za najlepsze piwo z Lwówka (dla mnie najlepszym jest ich nowy Porter), co prawda od początku mało miał wspólnego z belgijską odmianą pale ale ale co tam. Kolor się nie zmienił, jest klarowne, miedziane. Bardzo ładnie prezentuje się w szkle z tym że ma dalej problem z pianą. Co prawda rośnie fajnie i jest drobna ale kurde znika w szybkim tempie. Na szczęście coś po sobie zostawia i piwo nie wygląda po chwili jak woda z sokiem. 

Nos do pokala i już nie jest tak fajnie. Co prawda lekka owocowość z karmelem się pojawia ale przytłacza to wszystko masełko. Na szczęście całość nie powala intensywnością a co za i tym idzie nie odpycha aż tak mocno masełkiem. Brak też jakichkolwiek przypraw, które by podkreślały belgijskość tego piwa. Kurde średnio to widzę, po przedpremierowym Jankesie, za którego dziękuje Pani Anecie, spodziewałem się czegoś lepszego od Lwówka. Miłe zaskoczenie spotyka mnie przy pierwszym łyku, nie jest źle. Jest słodko, karmelowo ale da się wytrzymać. Lekkie owoce z niską ale za to przyjemną goryczką. Wszystko skleja słodowość, która czasami wydaje się trochę muląca (a może to ja dzisiaj taki zmulony jestem po prostu). Znowu jednak brak przypraw, głównie pieprzu, którego ja osobiście poszukuje w belgijskim ale. Pije się szybko i nawet przyjemnie. Wysycenie średnie do niskiego, nie przeszkadza w piciu. Nie zmienia to jednak faktu, że ogólne odczucia są nijakie. Brakuje swoistego pazura belgijskiego.

Oryginał 06.08.2013:


Zmiana etykiety na browarach z Lwówka była idealnym pretekstem aby powrócić do nich. Dzisiaj Belg czyli bardzo przyjemna chmielowa goryczka do której podczas ogrzewania dołącza lekki posmak owocowy. Piwo bardzo mocno pijalne. Samo patrzenie na nie sprawia przyjemność, rdzawy trunek aż się prosi o wypicie do końca. Jedynym problemem jest szybko znikająca piana. Po prawej stara etykieta i kapsel. 


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com